Bad trip, good health – wywiad z użytkownikiem

7freuds
31 sierpnia 2011, kategoria: Psychoterapia, Społeczeństwo

Obraz Aleksa Greya

Zgod­nie z zapo­wie­dzią przed­sta­wiamy prze­pro­wa­dzony za gra­nicą wywiad z leka­rzem, który we wła­snym pro­ce­sie tera­peu­tycz­nym korzy­sta z sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych o dzia­ła­niu psy­cho­de­licz­nym, a dokład­nie z dime­ty­lo­tryp­ta­miny (DMT).

Ze względu na kon­tro­wer­sje zwią­zane z użyt­ko­wa­niem takich sub­stan­cji, osoba udzie­la­jąca wywiadu zgo­dziła się na niego pod warun­kiem sko­rzy­sta­nia z prawa do ukry­cia infor­ma­cji pozwa­la­ją­cych usta­lić jej toż­sa­mość i tytu­łu­jemy ją uży­wa­jąc pseu­do­nimu. Pra­gniemy zazna­czyć, że przy­to­czone opi­nie są pry­wat­nymi poglą­dami autora, a on sam nie wystę­puje w roli przed­sta­wi­ciela żad­nej instytucji.

7freuds: Jak długo prak­ty­ku­jesz zaży­wa­nie środka psy­cho­de­licz­nego i jaki to środek?

Dr Ano­nim: Zaży­wam inten­syw­nie DMT od około pół­tora roku. Wcze­śniej, przed laty eks­pe­ry­men­to­wa­łem z psylocybinąLSD, ale miało to zupeł­nie inny cha­rak­ter. DMT, czyli ina­czej dime­ty­lo­tryp­ta­mina, jest sub­stan­cją nie­mal powszech­nie obecną w przy­ro­dzie: pro­du­kuje ją nasz wła­sny mózg, zna­le­ziono ją w wielu gatun­kach zwie­rząt i set­kach bez­i­mien­nych roślin. Jest jed­no­cze­śnie jed­nym z dwóch naj­sil­niej jako­ściowo dzia­ła­ją­cych psy­cho­de­li­ków. Jej dzia­ła­nie jest co prawda ilo­ściowo słab­sze od LSD – które daw­kuje się w mikro­gra­mach, pod­czas gdy DMT w mili­gra­mach – ale jed­no­cze­śnie wywo­łuje ona bar­dzo inten­sywne stany, nie­osią­galne dla LSD, nie­za­leż­nie od dawki. Stany tak głę­bo­kie, że wła­ści­wie zupeł­nie nie­wy­ra­żalne w dys­kur­syw­nych kate­go­riach słowa.

7f: Czy uwa­żasz, że psy­cho­de­liki to narkotyki?

Dr A: Psy­cho­de­liki to zde­cy­do­wa­nie nie są narkotyki.

7f: Czym róż­nią się od narkotyków?

Dr A: Poję­cie nar­ko­tyku odnosi się do sub­stan­cji wywo­łu­ją­cej nar­kozę, uspo­ko­je­nie. Psy­cho­de­liki nie dzia­łają w ten spo­sób. Nazwa psy­che­de­lik, albo traf­niej psy­cho­de­lik suge­ruje, że wywo­łują lub symu­lują psy­chozę. Inna nazwa, nieco już bar­dziej trafna – halu­cy­no­geny – odnosi się do ich bar­dzo sil­nego dzia­ła­nia na korę wzro­kową. Aktu­al­nie przyj­muje się nazy­wać je mia­nem ente­oge­nów, czyli sub­stan­cji gene­ru­ją­cych doświad­cze­nia mistyczne. Są to związki obecne w die­cie i kul­tu­rze istot ludz­kich od tysiąc­leci. Tra­dy­cyj­nie były domeną sza­ma­nów, czyli tych człon­ków spo­łecz­no­ści, któ­rzy w jej imie­niu kon­tak­to­wali się z tzw. świa­tem ducho­wym. Ten stan abso­lut­nej rów­no­wagi i har­mo­nii z naturą trwał od zara­nia dzie­jów. Dopiero współ­cze­śnie ode­szli­śmy od ich rytu­al­nego, ducho­wego zasto­so­wa­nia. Pomysł by uczy­nić je nie­le­gal­nymi jest nato­miast skut­kiem nie­uda­nej próby maso­wego wypro­wa­dze­nia ich na ulice w latach 60 ubie­głego wieku.

W odróż­nie­niu od nar­ko­ty­ków i innych „twar­dych” sub­stan­cji pobu­dza­ją­cych (takich jak np. koka­ina czy amfe­ta­mina) psy­cho­de­liki nie uza­leż­niają. Nie powo­dują rów­nież żad­nych nega­tyw­nych skut­ków zdro­wot­nych, o ile są oczy­wi­ście sto­so­wane w doj­rza­łym, ducho­wym kon­tek­ście i zgod­nie z pew­nymi zasa­dami, świadomie.

To dla wielu oczy­wi­ście sza­le­nie kon­tro­wer­syjne tezy. Można mi zarzu­cić subiek­tyw­ność czy wręcz nie­fa­cho­wość. Odsy­łam do ofi­cjal­nie dostęp­nych danych takich badan jak np. Hoasca Project, gdzie u dłu­go­let­nich kon­su­men­tów hoaski prak­tycz­nie wszyst­kie mie­rzalne neuro-​​psychologiczne i fizyczne para­me­try były powy­żej normy obser­wo­wa­nej w gru­pie kon­tro­l­nej. Warto też zain­te­re­so­wać się bada­niami nad DMT pro­wa­dzo­nymi przez Dr Stras­smana, a opi­sa­nymi w książce „DMT: mole­kuła duszy”.
Pod­kre­ślam: ważny jest kon­tekst i świa­dome stosowanie…

7f: W jakim celu zaczą­łeś sto­so­wać DMT? Skąd pomysł, że przy uży­ciu takiego środka można sobie pomóc?

Dr A: Od zawsze czu­łem potrzebę ducho­wych poszu­ki­wań odpo­wie­dzi na ele­men­tarne, doty­czące mojej egzy­sten­cji pyta­nia: kim jestem, jaki jest sens mojego życia, co sta­nie się ze mną po śmierci, czym jest i jaki sens ma wszech­świat, dla­czego tyle w nim zła, itd. Odpo­wie­dzi szu­ka­łem na rożne spo­soby, mię­dzy innymi prak­ty­ku­jąc bud­dyzm. Nie­za­leż­nie od tej wewnętrz­nej, ducho­wej pre­sji prze­ży­wa­łem regu­lar­nie emo­cjo­nalne pro­blemy o depre­syj­nym cha­rak­te­rze, wła­ści­wie już od wcze­snego dzieciństwa.

Na dro­dze tych poszu­ki­wań natkną­łem się na tema­tykę ente­oge­niczną, sza­mań­ską, infor­ma­cje o ayahu­asce i DMT. Im głę­biej się tym inte­re­so­wa­łem, tym bar­dziej ude­rzało mnie, jak wielki jest dyso­nans mie­dzy obra­zem tych środ­ków w naszej kul­tu­rze, a prawdą o nich. Posta­no­wi­łem w końcu sam spró­bo­wać i lawina ruszyła.

Oka­zało się, ze wiele pro­ble­mów wyja­śnia się dopiero na dro­dze czy­stego doświad­cze­nia. W miarę postępu pozor­nie sprzeczne, nie­pa­su­jące do sie­bie ele­menty rze­czy­wi­sto­ści nabie­rają zna­cze­nia, ujaw­niają zdrowe pro­por­cje, a wszystko aż lśni od sen­sów. Moje wła­sne cier­pie­nie i pro­blemy maleją do nie­istot­nych roz­mia­rów w obli­czu zachwy­ca­ją­cej prawdy. DMT jest lekar­stwem wyż­szego poziomu niż inte­lekt, umoż­li­wia lecze­nie umy­słu z cho­roby podziału, z cho­roby wewnętrz­nego skon­flik­to­wa­nia w tym sta­nie braku jed­no­ści. To działa oczy­wi­ście bar­dzo tera­peu­tycz­nie i popra­wia zarówno jakość funk­cjo­no­wa­nia jak i po pro­stu jakość życia.

Z mojego aktu­al­nego punktu widze­nia cho­dzi o naj­na­tu­ral­niej­sze dostępne lekar­stwa, które przy­roda pro­po­nuje nam nie tylko w celu lecze­nia, ale przede wszyst­kim w celu wzno­sze­nia się na coraz wyż­sze poziomy świa­do­mo­ści. Całe uni­wer­sum jest pro­ce­sem, który na sie­bie świa­do­mie wpływa, rów­nież za pośred­nic­twem mię­dzy­ga­tun­ko­wych fero­mo­nów i neu­ro­hor­mo­nów. To praw­dziwe klu­cze do głęb­szej, wyzwo­lo­nej świa­do­mo­ści. To, że przy ich zasto­so­wa­niu można sobie pomóc, nie budzi wąt­pli­wo­ści u każ­dego zain­te­re­so­wa­nego bada­niami nad świa­do­mo­ścią, fizyką ele­men­tarną, etno­far­ma­ko­lo­gią czy kosmologią.

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowych komunikatach, artykułach i wydarzeniach ze świata psychologii i psychoterapii, zaprenumeruj nasz newsletter.

5 komentarzy(-e)

  • peyot pisze:

    Nazwa psy­che­de­lik, albo traf­niej psy­cho­de­lik suge­ruje, że wywo­łują lub symu­lują psy­chozę. Inna nazwa, nieco już bar­dziej trafna – halucynogeny

    Prze­pra­szam, ten pan jest niby leka­rzem, osobą zazna­jo­mioną z dzia­ła­niem psy­cho­de­li­ków? Od dawna już nazwa „halu­cy­no­geny” jest pod­da­wana w wąt­pli­wość jeśli cho­dzi o psy­cho­de­liki. A bre­dze­nie, że nazwa „psy­cho­de­lik” suge­ruje symu­lo­wa­nie psy­chozy to już jakieś bre­dze­nie lice­ali­sty któ­remu „psy­cho­de­liki” pomie­szały się z „psy­cho­zo­mi­me­ty­kami”. Nie chcę ata­ko­wać arty­kułu ani tego ano­ni­mo­wego pana ale wypa­da­łoby znać zna­cze­nie pojęć, któ­rych się używa.

    • 7freuds pisze:

      Cała grupa środ­ków, o któ­rych mówię w tym wywia­dzie, ma lub miała na prze­strzeni czasu bar­dzo różne nazwy, a sys­te­ma­tyka ta jest, jak się wydaje, w dal­szym ciągu jesz­cze nie cał­kiem zamknięta.

      Nie jest i nie było celem mojej wypo­wie­dzi dal­sze far­ma­ko­lo­giczne czy tak­so­no­miczne sys­te­ma­ty­zo­wa­nie tej sze­ro­kiej grupy środ­ków, a w przy­to­czo­nym frag­men­cie cho­dziło raczej o pod­kre­śle­nie odej­ścia od nieco prze­sta­rza­łych okre­śleń, takich jak psy­cho­de­liki czy halu­cy­no­geny, ku poję­ciu ente­ogeny – zwłasz­cza w kon­tek­ście ich sakral­nego użycia.

      Każde z tych pojęć (rów­nież zupeł­nie już prze­sta­rzałe «psy­cho­zo­mi­me­tyki») jest jed­nak aktu­al­nie w dal­szym ciągu — zależ­nie od kon­tek­stu i jak zwy­kle inten­cji — w użyciu.

  • chester pisze:

    Pozna­łem kie­dyś czło­wieka, który rów­nież wią­zał drogę duchową, jego zda­niem, z nar­ko­ty­kami, psy­cho­de­li­kami, lecz nie tylko. Czło­wiek ten pró­bo­wał nie­mal wszyst­kiego i we wszyst­kich moż­li­wych kom­bi­na­cjach, rów­no­cze­śnie utrzy­my­wał, że jest wysoko roz­wi­niętą duchowo istotą. Jak w takich przy­pad­kach zwy­kle bywa, oka­zało się, że to tylko jego chore wizje, błędne poglądy pro­jek­to­wane na rze­czy­wi­stość, błędne zało­że­nia utwier­dzone nar­ko­tycz­nymi sta­nami. Nie­istotne, czy autor, miło­śnik psy­cho­de­li­ków, odcina tę grupę od nar­ko­ty­ków. Sto­suję więc ter­min zbio­rowy celem uprosz­cze­nia. Tak więc nasz apte­karz wyra­żał się bar­dzo podob­nie do autora. Na pierw­szą chwilę pomy­śla­łem, że to może być nawet on… Sam rów­nież jestem na ścieżce ducho­wej. Znów ter­mi­no­lo­gia jest uprosz­czona… Wiem, że do oświe­ce­nia nigdy nie zapro­wa­dzą istoty żadne środki far­ma­ko­lo­giczne, che­miczne, roślinne, sło­wem — sub­stan­cjo­nalne. Rów­nież one nie prze­każą nam żad­nej wie­dzy, a jedy­nie złu­dze­nia mogące wyda­wać się real­nymi i praw­dzi­wymi. Dla­tego praw­dziwi wielcy mistrzo­wie medy­ta­cji nie sto­sują żad­nych środ­ków dopin­gu­ją­cych. Po pro­stu nie są one ani potrzebne, ani też sku­teczne. Tym bar­dziej dla osób, jaką zdaje się autor jest, z pro­ble­mami psy­chicz­nymi tj. depre­sją i innymi awer­sjami, środki nar­ko­tyczne są wyjąt­kowo nie­bez­pieczne. Tylko czy­sty umysł jest w sta­nie prze­ży­wać zja­wi­ska w spo­sób pra­wi­dłowy. Zmą­cony nar­ko­tycz­nie odbija tylko znie­kształ­cone obrazy, czego rezul­ta­tem są zwy­kle bar­dzo mylne poglądy, czego rezul­ta­tem jest pogłę­bie­nie tkwią­cych w umy­śle pro­ble­mów. Har­mo­nia jest tylko pozorna. Jak wia­domo, nic nie trwa wiecz­nie, a ilu­zo­ryczne szczę­ście wywo­łane sta­nami psy­cho­de­licz­nymi musi prze­mie­nić się w cier­pie­nie, umy­słowe bądź fizyczne. Nie da się uszczę­śli­wić trwale istoty poda­niem jej środka mącą­cego umysł.

    • avatar pisze:

      Tak, to wła­śnie jest rozu­mie­nie utrwa­lone w naszej kul­tu­rze, zwłasz­cza przez osoby mające z w/​w tema­tem nie­wiele wspól­nego. Tylko dla­czego wła­ści­wie od zara­nia dzie­jów ludzie pie­lę­gno­wali bli­ską i zdrową rela­cję z naturą dokład­nie w taki spo­sób? I pozo­sta­wali nie tylko zdrowi, ale byli w sta­nie utrzy­mać stan nie­malże świę­tej rów­no­wagi z zie­mią, naturą i kosmo­sem przez tysiąc­le­cia! Dla mnie to dowód empi­ryczny, że autor ma rację.
      Nie­za­leż­nie od tego w nasza cywi­li­za­cja nie pro­po­nuje dokład­nie żad­nych metod przy­czy­no­wego lecze­nia duszy, każde dzia­ła­nie psy­chia­trii jest tylko supre­syjne, a psy­cho­te­ra­pia jest w głe­bo­kich zabu­rze­niach nie­sku­teczna. Rów­nież tzw. „ścieżki ducho­we” nic takiego nie ofe­rują — Bud­dy­ści wręcz odra­dzają podej­mo­wa­nie prak­tyki oso­bom z jaki­mi­kol­wiek zabu­rze­niami, bo „może to być nie­bez­pieczne”.
      Temat rzeka.

    • Psychonaut pisze:

      Widocz­nie czło­wiek któ­rego pozna­łeś nie umiał korzy­stać z tych narzę­dzi. Nie wiem czy wiesz ale droga ku oświe­ce­niu jaką ty pre­fe­ru­jesz to rów­nież ilu­zja. Mówi o tym nawet sam bud­dyzm. Znam też takich co przed pro­ble­mami ucie­kają w medy­ta­cje i wieczne cze­ka­nie jak i rów­nież ich pozorną har­mo­nię. W oświe­ce­niu cho­dzi o utratę ego. Rów­nie dobrze możesz je stra­cić za pomocą środ­ków che­micz­nych zawar­tych w roślinach(przecież po coś one są). To jest tylko jedna z dróg do oświe­ce­nia jed­nak nie wiem czy wiesz ist­nieje coś takiego jak „pułapki duchowe” i rów­nie dobrze osoba, która korzy­sta z psy­cho­de­li­ków może w nie wpaść jak i osoba, która prak­ty­kuje medytacje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz

Możesz użyć następujących znaczników HTML i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
 
Aby dodać komentarz, użyj poniższego formularza i przepisz wyrazy z obrazka:

 
faq
api